Troskliwy rodzic czy nadopiekuńczy?

News

 „Uważaj, bo spadniesz.”, „Zostaw, ja to zrobię lepiej.”, „Poczekaj, pomogę ci.” – dla wielu rodziców to naturalny odruch wynikający z troski, potrzeby ochrony i chęci ułatwienia dziecku życia. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy drobne interwencje przestają być wsparciem, a stają się stałym sposobem funkcjonowania. Choć intencją jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, nadmierna kontrola może ograniczać jego samodzielność, sprawczość i gotowość do mierzenia się z wyzwaniami. Moment, w którym troska zaczyna przeradzać się w nadopiekuńczość, bywa trudny do uchwycenia – mimo że jej skutki często stają się widoczne dopiero na późniejszych etapach rozwoju dziecka.

Kokon bezpieczeństwa

Współczesne dzieci dorastają w świecie, który wielu dorosłym wydaje się bardziej nieprzewidywalny i wymagający niż jeszcze kilkanaście lat temu. Nic więc dziwnego, że rodzice coraz częściej próbują chronić swoje pociechy przed stresem, rozczarowaniem czy porażką. Niekiedy jednak troska zaczyna stopniowo ograniczać możliwość samodzielnego działania i zdobywania własnych doświadczeń, zamykając młodego człowieka w swoistym „kokonie bezpieczeństwa”.

– Dziecko, które nie ma okazji podejmować własnych prób, popełniać błędów i samodzielnie szukać rozwiązań, nie uczy się sprawczości ani budowania zaufania do własnych kompetencji. Zamiast tego zaczyna funkcjonować w poczuciu zależności od dorosłego i przekonaniu, że ktoś zawsze powinien przejąć kontrolę nad trudniejszą sytuacją. To bardzo subtelny proces, a jego konsekwencje często stają się widoczne dopiero na późniejszych etapach rozwoju dziecka – mówi Anna Zięba, dyrektor przedszkola Academy International Centrum.

Badania nad tzw. „helicopter parenting” pokazują, że nadmierna kontrola rodzicielska może ograniczać rozwój autonomii dziecka oraz jego kompetencji społecznych [1].

Kiedy troska zaczyna ograniczać

Granica między wsparciem a nadopiekuńczością jest cienka i często trudna do zauważenia – zwłaszcza że wiele zachowań wynika z troski i dobrych intencji. Naturalne jest, że rodzic chce pomóc dziecku w trudnej sytuacji, wesprzeć je po porażce czy zadbać o jego bezpieczeństwo. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy wyręczanie, kontrolowanie i przewidywanie każdej trudności stają się codziennością. Rodzic „helikopter” nie tylko czuwa nad dzieckiem, ale często przejmuje za nie inicjatywę, podejmuje decyzje, rozwiązuje konflikty i eliminuje wszelkie dyskomfortowe sytuacje, zanim dziecko zdąży zmierzyć się z nimi samodzielnie. [2]

 Najczęściej słyszę: „Ja tylko chcę dobrze” – podkreśla Anna Zięba. – I to jest prawda. Tyle że dobre intencje nie zawsze prowadzą do dobrych efektów rozwojowych. Dzieci wychowywane pod stałą kontrolą dorosłych mogą doświadczać trudności w podejmowaniu decyzji, ograniczonej samodzielności czy niższej odporności na nowe sytuacje. Jak wskazują badania, nadopiekuńczość wiąże się także z wyższym poziomem lęku i niższym poczuciem sprawczości u dzieci.

Świat bez ryzyka to świat bez nauki

Dla dziecka każda nowa sytuacja jest treningiem – nawet jeśli kończy się niepowodzeniem. Właśnie w takich momentach rozwijają się umiejętności kluczowe: radzenie sobie z emocjami, kreatywność czy elastyczność myślenia.

– Nie da się nauczyć podejmowania decyzji, jeśli nigdy nie trzeba ich podejmować – zaznacza Anna Zięba. – Podobnie jest z odpornością psychiczną, która rozwija się poprzez stopniowy kontakt z wyzwaniami i sytuacjami wymagającymi samodzielnego działania. Jeśli dorosły stale eliminuje trudności i przejmuje kontrolę, dziecko nie rozwija poczucia sprawczości ani wiary we własne możliwości.

Nadopiekuńczość eliminuje ryzyko, ale razem z nim odbiera również okazję do nauki. Dziecko funkcjonuje wtedy w bezpiecznym i przewidywalnym środowisku, które nie wymaga od niego inicjatywy ani większego wysiłku. W efekcie pierwsze poważniejsze wyzwanie – zmiana szkoły, konflikt z rówieśnikami czy nowa sytuacja społeczna – może okazać się przytłaczające.

Emocje pod kontrolą

Jednym z mniej oczywistych skutków nadopiekuńczości jest jej wpływ na emocje dziecka. Gdy dorosły stale reaguje, przewiduje i „zarządza” sytuacjami, dziecko ma ograniczoną możliwość samodzielnego przeżywania i wyrażania własnych uczuć.

– Jeśli dziecko słyszy: „Nie martw się, to nic takiego”, zamiast samo przeżyć i nazwać emocję, uczy się ją tłumić. Z czasem może to prowadzić do trudności w rozpoznawaniu własnych odczuć, a także w ich komunikowaniu. Dziecko nie tylko nie wie, co czuje – często nie wie też, jak o tym powiedzieć – wyjaśnia Anna Zięba.

Samodzielność nie pojawia się nagle

Wielu rodziców zakłada, że samodzielność „przyjdzie z wiekiem”. Tymczasem jest to umiejętność, którą buduje się stopniowo – od najprostszych decyzji i codziennych działań.

– Nie możemy oczekiwać od nastolatka odpowiedzialności, jeśli wcześniej nie miał okazji jej ćwiczyć w codziennych, prostych sytuacjach. Samodzielność buduje się stopniowo – od podejmowania drobnych decyzji, rozwiązywania niewielkich problemów czy ponoszenia naturalnych konsekwencji swoich działań. To właśnie takie doświadczenia uczą dziecko sprawczości, pewności siebie i przekonania, że poradzi sobie również w bardziej wymagających sytuacjach – podkreśla Anna Zięba z Academy International.

Zgodnie z teorią rozwoju psychospołecznego możliwość podejmowania inicjatywy i działania ma kluczowe znaczenie dla budowania poczucia kompetencji u dziecka [3].

Gdzie przebiega granica?

Nie chodzi o to, by zostawić dziecko bez wsparcia. Kluczowe jest znalezienie równowagi między obecnością a kontrolą – takiej, która daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie nie odbiera mu możliwości działania i zdobywania własnych doświadczeń.

Troskliwy rodzic jest obok i uważnie towarzyszy dziecku, reagując wtedy, gdy naprawdę jest to potrzebne. Daje mu prawo do popełniania błędów, nie wyręcza go w każdej sytuacji i pozwala mu doświadczać świata na własnych zasadach. Z kolei nadopiekuńczość często przejawia się w stałym kontrolowaniu, uprzedzaniu każdej trudności i przejmowaniu inicjatywy tam, gdzie dziecko mogłoby spróbować samodzielnie. W takiej rzeczywistości nie ma miejsca na porażkę – a tym samym również na naukę, która z niej płynie.

 Rolą dorosłego nie jest usuwanie wszystkich przeszkód z drogi dziecka, ale towarzyszenie mu w ich pokonywaniu – podsumowuje Anna Zięba, dyrektor przedszkola Academy International Centrum.

„Pozwól mi spróbować”

Rozwój nie przebiega w idealnych warunkach, dlatego najważniejsze zdanie, jakie dziecko może usłyszeć, brzmi: „Spróbuj sam, jestem obok”. Wtedy nasza pociecha ma przestrzeń, by doświadczać, sprawdzać i uczyć się na własnych błędach. A troska? To nie kontrola, tylko obecność.

Źródła:

[1] Developmental Psychology – Segrin, C., Woszidlo, A., Givertz, M., Bauer, A., & Murphy, M. (2012). The association between overparenting, parent-child communication, and entitlement and adaptive traits in adult children. Journal of Family Relations.
[2] Helicopter Parenting – Schiffrin, H. H., et al. (2014). Helping or hovering? The effects of helicopter parenting on college students’ well-being. Journal of Child and Family Studies.
[3] Erikson's Stages of Psychosocial Development – Erik Erikson (1963). Childhood and Society.

O Academy International

Academy International jest polską siecią placówek edukacyjnych, która od blisko 30 lat wspiera rozwój dzieci, oferując najwyższy poziom edukacji oraz autorskie programy rozwoju. Placówki obejmują spójną ścieżkę edukacyjną – od żłobka, przez przedszkole, aż po szkołę podstawową. Od 2013 roku Academy International realizuje nauczanie dwujęzyczne, umożliwiając uczniom rozwój kompetencji językowych w języku polskim i angielskim. Dzięki temu młodzi ludzie są doskonale przygotowani do wyzwań przyszłości. Autorskie programy, wykwalifikowana kadra i najwyższe standardy nauczania rozwijają w uczniach kreatywność, odpowiedzialność i samodzielność, oraz zapewniają doskonałe wyniki na egzaminach i pozwalają osiągać życiowe sukcesy.

Przypisy

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI