Brak wyników

Rola autorytetu w życiu dziecka

Artykuły | 22 listopada 2019 | NR 33
13

Brak autorytetów w społeczności grozi jej rozpadem lub anarchią. To popularne zdanie mówi wiele i skłania do zatrzymania się choćby na chwilę nad kwestią zagadnienia wzorców w dzisiejszym świecie. 

Co mamy na myśli, mówiąc „dzisiejszy świat”? Czy jest to świat, który pędzi do przodu bez opamiętania i nie patrzy na to, co dzieje się wokoło? Czy może świat, w którym ludzie stają się wzorami sami dla siebie? Bo czym jest autorytet? Czy jest potrzebny małemu dziecku? A może wystarczy, żeby dziecko wzrastało w poczuciu, że najważniejsze to być szczęśliwym i robić to, co się chce i lubi? Ale skąd czerpać pozytywne przykłady? Gdzie podpatrywać, jak stać się człowiekiem szczęśliwym? I czy nie jest to zbyt abstrakcyjne pojęcie?

Dzieci potrzebują przewodnictwa dorosłych. Potrzebują źródła, z którego mogą czerpać, które mogą mieć na wyciągnięcie ręki i które pokaże im, że warto mieć pasje i śmiało sięgać po swoje marzenia.

Dzieci potrzebują uświadomienia, że wszyscy wielcy, którzy mogą poszczycić się sukcesami i osiągnięciami, byli kiedyś małymi, kilkuletnimi dziećmi i również poszukiwali w swoim życiu kogoś, na kim mogliby się wzorować. Maria Skłodowska, Wanda Rutkiewicz czy Irena Santor, zanim stały się tym, kim się stały, były małą Marysią, Wandzią z czarnymi warkoczykami i Irenką, która lubiła śpiewać swoim lalkom na dobranoc.

Jako rodzice, opiekunowie, wychowawcy chcemy, żeby dziecko czuło się bezpiecznie, żeby miało mocne oparcie. Takim oparciem może być właśnie autorytet. A może być nim ktoś wielki, ktoś, kto rozwijał swoje pasje, zaspokajał swoją ciekawość, dążył do postawionego sobie celu. Nie w sposób egoistyczny, ale z pełnym szacunkiem dla siebie i innych. By móc wspiąć się na szczyt, najpierw należy nauczyć się chodzić po nizinach. Wanda Rutkiewicz z pewnością ćwiczyła długo i wytrwale, by stać się jedną z najwybitniejszych światowych himalaistek i by jako trzecia kobieta na świecie i pierwsza osoba z Polski zdobyć Mount Everest.

Czy samo wskazywanie, że były takie wielkie osoby jak Mikołaj Kopernik czy Maria Skłodowska-Curie wystarczy? Z pewnością to za mało. Warto utwierdzić dziecko w przekonaniu, że naprawdę może być, kim zechce. Najważniejsze, aby w to uwierzyło. Możesz być malarzem tak uznanym jak Vincent Van Gogh czy Olga Boznańska, możesz być podróżnikiem wielkim jak Marek Kamiński czy Elżbieta Dzikowska. Możesz żyć po swojemu i realizować swoje pasje oraz marzenia, choćby wymagało to czasem pójścia pod prąd czy pójścia zupełnie inną drogą niż tą wydeptaną i wytyczoną przez bliskich. Możesz pójść drogą swojej wewnętrznej wolności, tak jak zrobiła to biolożka Simona Kossak. To bardzo ważne, by dziecko czuło, że ma wsparcie w rodzicu, w nauczycielu, by czuło, że jego marzenia są traktowane poważnie, by mogło się realizować – my, dorośli, powinniśmy stworzyć odpowiednią przestrzeń i stać się przewodnikiem po autorytetach. Możemy wiele – możemy podsuwać ciekawe biografie, zabierać na wydarzenia związane z poszczególnymi postaciami, na spotkania autorskie, wystawy, możemy wspólnie przeczytać książkę o Wandzie Rutkiewicz i wspólnie zastanowić się, co mogła czuć jako mała dziewczynka, a co jako dorosła kobieta.

Autorytet ujawnia się zazwyczaj w kontakcie z kimś lub czymś. To trudne zadanie, bo wiele z wybitnych osób musiało dokonywać nieoczywistych wyborów życiowych, rezygnować z czegoś na rzecz swoich marzeń i pasji. Ale czy nie na tym polega szczęście? Na byciu sobą?

Dziecko musi naprawdę uwierzyć w zdanie, że może być, kimkolwiek zechce: „Możesz być jak… (pokazujmy na przykładzie wybitnej osoby)”. Niech dziecko dowie się, że wielcy ludzie zrezygnowali z wielu przyjemności na rzecz ciężkiej 

pracy, że niejednokrotnie pracowali ponad swoje siły, by z satysfakcją i dumą dojść do celu, jaki sobie wyznaczyli, a robili to zawsze z szacunkiem dla innych. Na to, że stali się autorytetami dla innych, składały się lata pracy i doświadczeń.

Na autorytet trzeba zapracować, autorytet się buduje.

Autorytet w postaci Marii Skłodowskiej pokazuje dziecku, że nie płeć, nie pochodzenie, nie majątek decyduje o wielkości i sukcesie, ale pasja i dążenie do postawionego celu. Ta niezwykła kobieta, dwukrotna laureatka Nagrody Nobla, musiała pokonać dużo przeciwności w czasach, kiedy sam fakt bycia kobietą stawiał ją w pozycji bycia słabszą i gorszą, mniej inteligentną. Kolejny przykład to Simona Kossak, która miała poniekąd narzuconą linię swojej przyszłości – miała stać się artystką malarką jak ojciec i dziadek, a została biologiem, profesorem nauk leśnych i zamieszkała w sercu Puszczy Białowieskiej, gdzie rozmawiała z sarnami i przytulała się do drzew. Wielka postać, znawczyni przyrody, żyła tak, jak chciała, ponieważ wierzyła, że może tak żyć. Była wolna wewnętrznie i otwarta na świat. Wybrała świat przyrody i zwierząt. Była sobą.

Dziecko, zarówno młodsze, jak i starsze, potrzebuje autorytetu nie po to, aby ślepo naśladować i kopiować. Chodzi o to, by mogło zobaczyć, że w życiu można osiągnąć wszystko to, co chce się osiągnąć.

Podpatrując wybitne osobowości, choćby poprzez oglądanie o nich filmów, czytanie na ich temat, słuchanie, jak opowiadają o nich ich wielbiciele, dziecko odkrywa, że tak wielka postać na drodze swojego życia napotykała wiele przeciwności, miewała chwile słabości, popełniała błędy, szukała dobrych rozwiązań i zdarzało jej się dokonywać złych wyborów, że miała prawo do popełniania błędów.

Możemy powiedzieć dziecku, by sięgało do gwiazd z jednego powodu – bo może. Ma prawo do bycia, kim tylko zechce być. W życiu wszystko jest możliwe, choć, oczywiście, nie wydarza się to samo. Dużo zależy od naszej pracy, wiary w siebie, od determinacji, naszego uporu i wytrwałości. Aby dziecko poczuło swoją moc sprawczą, aby uwierzyło w swoje możliwości, musi mieć pole do poszukiwań, do eksperymentowania. To zaczyna się w najmłodszych latach, kiedy trzyletni Jaś dowie się, że może wejść na drabinkę, mimo że lękliwa mama boi się go wypuścić z rąk. A wiadomo, że czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Jak pięcioletni chłopiec ma dowiedzieć się, czy bardziej lubi język angielski, czy rosyjski, skoro rodzice puszczają mu tylko angielskie bajki? I jak siedmioletnia Zosia ma poczuć farbę na palcach, skoro tych farb nikt nie chce jej kupić?

Przywołajmy na chwilę postać Marii Czaplickiej – nieustraszonej podróżniczki, która na różne przeciwności losu mawiała: „to nic!” i pracowała dalej. A nie miała łatwo, bo jako kobieta, podobnie jak Maria Skłodowska-Curie, była traktowana „z góry”, próbowano ją lekceważyć. Ale te próby się nie udały, bo Maria Czaplicka wiedziała, czego chce. Mogła być, kim chce, i została wielką Marią Czaplicką. Mało znaną, ale wartą zapoznania, do czego Was zachęcam.

Dzieci – zarówno te młodsze, jak i starsze – mają w sobie naturalną potrzebę eksploracji świata, ciekawości i pasji, której nie możemy ich pozbawiać. Nie na darmo mówi się „podążaj za dzieckiem”, „patrz i słuchaj, co robi i mówi, jak to robi i jak mówi”. Czytajcie książki z serii „Wielcy ludzie”, o postaciach niebanalnych, nietuzinkowych, o postaciach odważnych, zdeterminowanych, godnych naśladowania.

Autorytet należy wypatrzeć, należy spróbować go zrozumieć, przyjrzeć mu się z bliska, poznać jego wybory, z którymi przecież nie musimy się zgadzać, ale które mogą być zalążkiem do rozmyślań czy dyskusji.
Prawdziwe autorytety wskazują nam na pewne rozwiązania i śmiało możemy z nich czerpać. Znam osobiście ośmioletnią Tosię, która kocha zwierzęta – nie ma takiej siły, która odciągnęłaby ją od wypatrzonych mrówek czy małego leśnego żuczka. Kiedy Tosia patrzy na zwierzęta, w jej oczach widać pasję, miłość do nich i szacunek. Mam nieodparte wrażenie, że podobnie mogło być u Simony Kossak. Ktoś przecież powinien kontynuować dzieło.

Nie pytajmy dzieci, kim chcą być, jak dorosną. Mówmy im, że mogą być, kim chcą. Albo że mogą być jak… niech same powiedzą, jak kto.
 

Przypisy